Home > Wyjazdy > Rejs morski na Balearach
Rejs morski na Balearach
Rejs morski na Balearach

Hiszpania, Baleary, słońce, plaża, morze – o tym każdy może marzyć w listopadowy, pochmurny dzień w Polsce. A my mieliśmy możliwość być właśnie tam i cieszyć się piękną pogodą przez 7 dni.

 

A zaczęło się to wszystko dzięki Tomaszowi Piórskiemu i Born2Sail, który udostępnił nam swój jacht – dwumasztowy szkuner sztakslowy. Oczywiście bez dofinansowania z Wydziału Sportu Dzielnicy Bemowo nie byłby możliwy nasz wyjazd. A teraz przeczytajcie i zobaczcie co działo się na pokładzie naszego żaglowca.

 

 

Dziennik pokładowy prowadziły Kasia i Agata. Poniższy nie będzie jego dokładnym odwzorowaniem:

 

7.11.2009 – załoga z Fundacji „Naszym Dzieciom” w składzie zasłużonych i aktywnych uczestników projektów młodzieżowych ok. godz. 18.00 wylądowała na lotnisku w Alicante położonym u wybrzeży Hiszpanii. Stamtąd dojechaliśmy do portu, w którym czekała na nas załoga jachtu – kpt. Norbet Achtelik oraz dwóch oficerów, Michał i Krzysiek. Pokazali nam jacht, pomogli rozłożyć się w kajutach i wyruszyliśmy na nocne zwiedzanie okolicy, plaży i portu.

 

 

8.11.2009 – z powodu silnych wiatrów ten dzień spędziliśmy w Alicante, ale mowy o nudzie nie było. Po śniadaniu, które bez SMACZNEGO kapitana nie może się zacząć, odbyło się szkolenie z podstawowych zasad bezpieczeństwa na jachcie i na morzu, a po południu uczyliśmy się jak robić węzeł płaski czy ratunkowy, jak się klaruje Line czy knag uje, itp. W ciągu dnia zwiedzaliśmy przepiękne Alicante i weszliśmy na górę, aby zobaczyć starożytną twierdzę Castillo de Santa Barbara i roztaczające się z niej widoki. Mieliśmy również szansę poznać zwyczaje Hiszpanów, nie wstają tak wcześnie jak my, nie mają otwartych sklepów w niedzielę, prawdziwe życie zaczyna się dopiero przed późnym popołudniem. Aha, tego dnia rozpoczęły już pracę 4-osobowe wachty, które w zakresie swoich zadań mają przygotowanie posiłków i pracę na jachcie w trakcie rejsu.

 

9.11.2009 – kolejny dzień w Alicante. Cały wyczekiwaliśmy na decyzję kapitana o wypłynięciu z portu i … doczekaliśmy się. Ok. 18-ej po raz pierwszy wypłynęliśmy z portu. Wszyscy na swoich stanowiskach, staraliśmy się jak tylko mogliśmy i wykonywaliśmy polecenia kapitana. Olek i Michał jako mężczyźni, mięli jednak najbardziej wysiłkowe zadania. Udało się, płyniemy całą noc. Na początku widoki były niesamowite, nowe wrażenia i ekscytacja, ale w miarę zmiany pogody i bujania większość z nas szybko pokłoniła się Neptunowi i niezbyt chętni, ale karmiła rybki. Mimo to, staraliśmy się aktywnie uczestniczyć w wachtach. Próbowaliśmy sterować i wypatrywaliśmy co się dzieje w okolicy, gdyż ważne to jest dla bezpieczeństwa całej załogi. A kto kończył swoją wachtę, szybko kładł się na swoją koję i zasypiał.

 

 

10.11.2009 – przy każdym wpłynięciu i wypłynięciu z portu wszyscy muszą być na pokładzie i każdy ma przydzielone zadanie, dlatego też nad ranem obudzono pozostałe wachty, gdyż po nocy dotarliśmy do kolejnego portu u wybrzeży Hiszpanii – Moreiry. Jest to kolejne urocze miejsce na drodze naszej wyprawy. Oczywiście, ponownie mieliśmy okazję je zwiedzić, pomoczyć nogi w miarę ciepłym morzu i kupić trochę pamiątek. Wieczorem ponownie wypłynęliśmy ku następnym przygodom.

 

 

11.11.2009 – kolejna nieprzespana noc za nami. Tym razem bujało jeszcze bardziej. Ale jesteśmy cali i zdrowi. Dopłynęliśmy do pierwszej wyspy wchodzącej w skład Balearów – Formentery. Jest to niewielka wyspa, na której mogliśmy odpocząć, porządnie się wyspać, a wieczorem spędzić miło czas.

 

 

12.11.2009 – dzisiaj płynęliśmy w ciągu dnia. Było cudownie, słoneczko, lekki wiaterek i nikt nie miał choroby morskiej. Uśmiech na ustach każdego i lekkość, wachta za sterem siedziała kierunku pilnowała a reszta się opalała. Piękne widoki i kolejne szkolenie. Tym razem dowiedzieliśmy się wielu rzeczy na temat żeglarstwa, naszego jachtu i elementów których się składa. Nie wszystkie są łatwe do zapamiętani, ale Michał robił notatki, więc w przypadku luk w pamięci skorzystamy z jego zeszytu. Po południu zakotwiczyliśmy w małej zatoczce, a chętni mogli skorzystać z kąpieli. Wieczorem zakotwiczyliśmy się w małej zatoce niedaleko San Antonio i rozegraliśmy załogowe kalambury.

 

 

13.11.2009 – kolejny dzień spędzony na zwiedzaniu, tym razem San Antonio na Ibizie, do którego dopłynęliśmy wczesnym rankiem. Wieczorem rozpoczęliśmy ostatni rejs do Ibizy.

rejs

 

14.11.2009 – przed nami cały dzień w mieście Ibizie (po katalońsku Evissa – Villa) na wyspie Ibizie. Przed południem, oczywiście zwiedzania, później obiad i sprzątanie na jachcie (jutro przyjeżdża nowa załoga), a wieczorem niespodzianka przygotowana przez kapitana – CHRZEST. Wszyscy przez niego przeszliśmy, było i śmiesznie, i poważnie. Każdy otrzymał morskie imię, spróbował różnych trunków i został oblany piwem. Były podziękowania i wspólne rozmowy, a wieczorem ruszyliśmy „w miasto” – ostatni raz.

 

 

15.11.2009 – i pora wracać do domu. Pobudka o 5.30 rano, szybki prysznic, sprawdzenie czy wszystko zabraliśmy i piechotką do autobusu. Następnie samolot, ostatnie spojrzenie na Ibizę i po dwóch godzinach byliśmy w Dusseldorfie, a tam pochmurno, zimno i deszcz, brrrr. Stamtąd do Krakowa i pociągiem do w/warszawy, gdzie na peronie przywitali nas rodzice. Z żalem, ale trzeba było się rozstać.

Rejs na Morzu Śródziemnym na zawsze pozostawi w nas niezapomniane wspomnienia i wrażenia, i te pozytywne i nie. Dał nam mnóstwo nowej wiedzy, sprawdziliśmy się w trudnych warunkach, poznaliśmy wiele ciekawych miejsc, ale też „walczyliśmy” z chorobą morską. Jednak to czego doświadczyliśmy, przyćmiewa nasze żołądkowe dolegliwości.

 

 

REJS MORSKI został zrealizowany dzięki WSPÓŁFINANSOWANIU URZĘDU

M.ST. WARSZAWA -WYDZIAŁ SPORTU I REKREACJI DZIELNICY BEMOWO M.ST. WARSZAWY

w ramach programu

 

WSPARCIE SZKOLENIA I WSPÓŁZAWODNICTWA SPORTOWEGO MŁODZIEŻY-PROGRAM SKIEROWANY JEST DO PODOPIECZNYCH FUNDACJI „NASZYM DZIECIOM” W KLUBIE MŁODZIEŻOWYM „POD SCHODAMI” WARSZAWA BEMOWO UL. IRZYKOWSKIEGO 1A”

 

 

Menu
  • Ostatnio dodane