Home > Wyjazdy > Życie na jachcie
Życie na jachcie
Życie na jachcie

Przez pewien okres czasu jacht „Born2sail”, stał się naszym drugim domem, a my jedną rodziną. Wiem, że brzmi to trochę zabawnie, ale pojęcie rodzina w ogólnym znaczeniu mówi nam o grupie ludzi żyjącej i wykonującej obowiązki i czynności życiowe razem na jakimś obszarze mieszkalnym. Podobnie jest z nami gdyż codziennie musimy przygotowywać posiłki, robić CLAR na łodzi i jakoś dopływać do celu, wykorzystując przy tym swoje umiejętności, które trzeba to stwierdzić, nie są najlepsze.



Myślę, ze najlepszym sposobem na opisanie naszych działań, jest powiedzenie wszystkiego od samego początku. Najpierw „masakryczna”, przynajmniej dla mnie, pobudka inaczej mozolne zdrapywanie się z łóżka połączone z uderzaniem się głową o nisko zawieszony sufit. Ta jakże nieprzyjemna czynność rozpoczyna się zazwyczaj 30 min przed śniadaniem, ale zawsze jest poprzedzona godziną „przed pobudką” wywołana przez krzątającą się po jachcie wachtę kuchenną. Kilka minut po ostatecznym przebudzeniu się, przychodzi czas na zbiorowe mycie zębów (czyt. Zbiorowe plucie do morza), ale na tę chwilę już nic nikogo nie dziwi. Będąc przy higienie warto powiedzieć o tym, że jest ona zminimalizowana czyli jedynie wcześniej wspomniane zęby i toaleta, ciężej jest z prysznicem, ale trzeba jakoś z tym żyć i nie przejmować się takimi błahostkami.


Czas na jedzenie, które jest starannie przygotowywane przez codziennie wyznaczona wachtę pod kierownictwem Pani Ani. Posiłek jest bardzo ważny na jachcie, mamy 3 w ciągu całego dnia. Uważam, że ta ilość jest wystarczające, gdyż pokarmy, które spożywamy są bardzo sycące i w zupełności wystarczają na cały dzień. W czasie konsumpcji najgorzej ma wachta, która jest zaganiana przynosząc coraz to więcej chleba i dolewając herbatę, potem oczywiście czeka ją zmywanie. Co do zmywania dobrze jest kiedy jacht jest stabilny, w innym przypadku naczynia cały czas uciekają z pod rąk, przemieszczając się z jednej burty na drugą.


W czasie dnia czekają na nas prace bosmańskie, według mnie jest to fajna sprawa, dlaczego?, ponieważ można się czegoś nauczyć i podszkolić swoją technikę żeglowania. Trzeba też podkreślić, że życie na jachcie wymaga od nas 100% opanowania i posiadania oczu dookoła głowy, gdyż zdarzają się sytuacje nieprzyjemne takie jak np.: bliskie spotkanie z bomem, co pozostawia po sobie bolące konsekwencje, albo małe rozcięcie dłoni, ale to nic, kiedy sobie uświadomisz, że to wszystko wynika z twojego poświęcenia i oddania.


A, zapomniałbym jeszcze o bardzo ważnym wydarzeniu, którą jest uroczyste wciągnięcie bandery (flagi Państwa, z którego pochodzi załoga danego statku) odbywa się to zawsze o 8 rano przed śniadaniem, trzeba przyznać, że to super sprawa, gdyż przez to możesz pokazać skąd jesteś i ze jesteś dumny ze swojego pochodzenia.  Została jeszcze tylko sprawa „czasu własnego zorganizowanego”, który mamy zazwyczaj po kolacji, gdyż wtedy w Grecji kończy się sjesta i wszyscy wychodzą na miasto by rozpocząć nocne życie, podobnie jest z nami. Wtedy to mamy możliwość zawiedzenia nowego miejsca, poznania innych kultur itp.


Podsumowując, rejs był niesamowitą i niezapomniana przygodą, gdyż w czasie jego trwania z pozoru różni ludzie złączyli się w jedną całość, czasem z małymi wyjątkami, która potrafiła świetnie się zgrać i spędzać ze sobą czas, po dodaniu do tego pięknych widoków nowych pasji i cudownych chwil, otrzymujemy mieszankę perfekcyjnie spędzonego czasu, który daje nam satysfakcje i zadowolenie.



Mały słowniczek niektórych żeglarskich wyrazów

Grot – ostatni, rufowy żagiel

Fok – pierwszy, dziobowy żagiel

Cumy – inaczej liny do cumowania

Fau – lina do wciągania żagla

Szoty –  liny do wybierania żagla




Łukasz Rowicki – „Rowik”





Menu
  • Ostatnio dodane